Alternatywny Festiwal - Kraków - 28-29.05.2016

Opublikowane przez: Łukasz, 7 lat temu,  531

O Alternatywnym Festiwalu

Alternatywny Festiwal to spotkanie otwartych ludzi, którzy są ciekawi otaczającego ich świata oraz siebie, którzy chcą poznawać i dociekać prawdy, odkrywać swoje wewnętrzne możliwości i doświadczać zmiany na drodze własnego rozwoju, zdrowia duchowego i fizycznego.

Program Festiwalu podzielony jest na trzy główne tematy: zdrowie, rozwój własny i wiedza alternatywna. W tych przenikających się obszarach, w dniach 28-29 maja 2016 roku w Krakowie w Nowohuckim Centrum Kultury podczas drugiej edycji Alternatywnego Festiwalu odbędą się spotkania, prelekcje, wystąpienia, pokazy warsztaty, koncert, targi i wiele ciekawych intelektualnych atrakcji.

Pierwszy Festiwal cieszył się ogromnym zainteresowaniem. Przez dwa dni odbyło się ponad dwadzieścia wykładów, dwanaście warsztatów, targi i koncert na kosmiczny Hang, misy kryształowe i inne magiczne instrumenty. Odwiedziło nas blisko tysiąc osób.
Zeszłoroczne doświadczenia i sugestie uczestników Festiwalu sprawiły, że nowy program będzie jeszcze ciekawszy. Zapraszamy na wykłady dotyczące terapii kambo, tajemnic Sumeru, zjawisk dotyczących śmierci, klawiterapii, hirudoterapii, telepatii, feng shui, tajemnic firm farmaceutycznych. Odbędą się m.in. warsztaty masażu ajurwedyjskiego, dwupunktu, rysowania mandali, improwizacji tanecznej, rebirthingu. Dodatkowo proponujemy muzyczną kąpiel w dźwiękach, pokaz hipnozy i medytację katharsis.
Naszymi gośćmi, prelegentami oraz prowadzącymi warsztaty będą m.in. Rena Marciniak-Kosmowska, Jerzy Vetulani, Włodzimierz Zybertal, Ferdynand Barbasiewicz, Siergiej Litwinow, Janusz Zagórski, Ryszard Gąsierkiewicz, Ryszard Grzebyk.

Zapowiada się naprawdę bardzo alternatywny weekend.



Więcej na stronie Alternatywnego Festiwalu.

Zobacz cały artykułKomentarze: 0

Zapraszamy do udziału w niezwykłej konferencji, podczas której przedstawione zostaną technologie budowania z materiałów naturalnych oraz sposoby ekonomicznego wykorzystania naturalnych zasobów domu i ogrodu.

Więcej na temat konferencji dowiesz się na stronie Okrągłego Miasteczka.

Formularz rejestracyjny.

Zobacz cały artykułKomentarze: 0

Gdzie: Lidzbark Welski, ul. Sądowa 23, Miejsko-Gminny Ośrodek Kultury

Kiedy: 19-20 luty 2016


Dzień I – 19.02.2016 - piątek

11:00 – 12:00 – Konferencja prasowa w Miejsko-Gminnym Ośrodku Kultury w Lidzbarku Welskim przy ulicy Sądowej 23 z udziałem: Burmistrza, organizatorów konferencji, tj. Fundacji Wspierania Rozwoju Kultury i Społeczeństwa Obywatelskiego QLT (Lena Huppert), Hemp Ministry (Patryk Pańkowski) i Hotelu Welskiego (Bożena Suwińska-Daniluk i Andrzej Daniluk), patronów konferencji, tj. prof. Iwony Wawer (WUM), Pawła Kukiza, Jarosława Sachajko (Kukiz'15) – opis projektu.

12:30 13:00 – Rejestracja uczestników konferencji – Hotel Welski (kawa, herbata, przekąski)

13:00 – Otwarcie Konferencji, 30 min. – organizatorzy konferencji: Fundacja Wspierania Rozwoju Kultury i Społeczeństwa Obywatelskiego QLT Lena Huppert, Hemp Ministry Patryk Pańkowski i Hotel Welski Bożena Suwińska-Daniluk i Andrzej Daniluk oraz patroni konferencji: prof. Iwona Wawer (WUM), Paweł Kukiz, Jarosław Sachajko (Kukiz'15)

Sesja I. – 13:30 – 15:00 – Konopie – co każdy wiedzieć powinien?

  1. Konopie i ich potencjał – prof. dr hab. Iwona Wawer, 45 min.
  2. Konopie wczoraj i dziś – rys historyczny i współczesny - rola konopi w polskiej gospodarce – mgr Bożena Suwińska-Daniluk, 45 min.

15:00 – 16:00 – PRZERWA OBIADOWA

Sesja II. – 16:00 – 20:00 – Konopie włókniste (Cannabis sativa) – uprawa i zastosowanie w przemyśle.

  1. Zastosowanie konopi włóknistych w przemyśle budowlanym – arch. Barbara Wojtkowska, 30 min.
  2. Zastosowanie konopi włóknistych w przemyśle tekstylnym, papierniczym, powroźniczym i modelarskim – prof. Jerzy Mańkowski, 30 min.
  3. Uprawa konopi włóknistych – dr Przemysław Baraniecki, 30 min.
  4. Konopie włókniste – szanse i trudności – podsumowanie – Karol Bajas, 30 min.

18:00 – 18:30 – Przerwa kawowa (30 min.)

18:30 – 19:30 PANEL DYSKUSYJNY

20:00 – 21:00 KOLACJA / Koncert zespołu Yoga Terror

21:00 – 21:45 – Film edukacyjny na temat uprawy konopi.


Dzień II – 20.02.2016 - sobota

9:00 – 10:00 ŚNIADANIE

Sesja III. – 10:00 – 18:00 – Konopie włókniste i konopie indyjskie (Cannabis sativa, Cannabis sativa var. indica) – uprawa i zastosowanie w medycynie.

  1. Panaceum na wszystko – konopie i ich zastosowanie w profilaktyce prozdrowotnej i medycynie Patryk Pańkowski, 40 min.
  2. Uprawa konopi indyjskich i pozyskiwanie koncentratu olejku konopnego. Rozwiązania prawne wariant czeski Leopold Svatý, 50 min. (język polski)

11:30 – 12:00 PRZERWA KAWOWA (kawa, herbata, przekąski)

  1. Efektywność terapii naturalnej opartej na konopiach a efektywność medycyny akademickiej w leczeniu chorób cywilizacyjnych. Rozwiązania prawne wariant słoweński – Božidar Radišič, 80 min. (tłumacz)
  2. Zastosowanie konopi w medycynie. Rozwiązania prawne wariant amerykański i izraelski Eliza Walczak, 40 min.

14:00 – 15:00 PRZERWA OBIADOWA

  1. Zastosowanie konopi w psychiatrii – Iva Pouskova, 40 min. (tłumacz)
  2. Zastosowanie konopi w leczeniu bólu. Oczekiwania pacjentów dr Jerzy Jarosz, 40 min.
  3. Przyszłość konopi a regulacje prawne w Polsce, w UE i na świecie – Patryk Pańkowski, 40 min.

17:00 – 18:00 PANEL DYSKUSYJNY

18:00 – 18:15 ZAKOŃCZENIE KONFERENCJI

18:30 – 20:00 – STREFA PACJENTA – KANABINOIDY W PRAKTYCZNYM ZASTOSOWANIU – możliwość osobistej rozmowy z prelegentami i praktykami.

W razie potrzeby strefa pacjenta może być przedłużona na kolejny dzień, tj. 21 lutego.


Źródło:
http://www.fundacja-qlt.pl/?miedzynarodowa-konferencja-konopie-pomost,149

Zobacz cały artykułKomentarze: 0

Bogdan Oś jest gościem Janusza Zagórskiego, a rozmowa oscyluje wokół tematu zmian społecznych.


Zobacz cały artykułKomentarze: 0

Raz w tygodniu siadają w bawialni i rozmawiają, co kogo uwiera i dlaczego. To lepiej działa niż machinalne zwracanie uwagi w locie, w codziennym mijaniu się w kuchni czy przedpokoju. We wspólnocie liczy się zdanie ogółu.

Idealne życie ma wyglądać tak: studia gwarantujące dobrą - czytaj: dobrze płatną - pracę; kredyt na mieszkanie na strzeżonym osiedlu; narty w Dolomitach. Ale można też inaczej. Zupełnie inaczej.

Dajmy na to, że siedem osób dorosłych, dwoje dzieci, kot i pies prowadzą życie wspólnotowe. Dorośli razem robią zakupy, gotują, jedzą, sprzątają, dzielą się obowiązkami i radościami. Dzieci bawią się i uczą od siebie. Kot i pies... Nie, aż tak idealnie nie jest. Udają, że się nie widzą, a gdy już na siebie wpadną, nieduża suka Luśka powarkuje dla fasonu.

Piecyk lubi mieć czyste plecki

Do wielkiego domu na białostockim osiedlu Jaroszówka wprowadzili się w lipcu. Od razu urządzili piknik, zaprosili sąsiadów. Było trochę podchodów w stylu: a nie jesteście czasem sektą? Może hipisami? I trochę zgadywania - ale tylko na początku - ile tych dzieci i czyje.

Nie ma tego drobiazgu znowu tak wiele: 2-letnia Marianka jest córką Pauliny Karczewskiej i jej partnera, o pół roku młodsza Tosia - Anny i Damiana Czarnieckich. Te dwie rodziny stanowią trzon wspólnotowego domu. Mieszkają z nimi jeszcze "wolne elektrony": Beata - tancerka, lektorka angielskiego, Tomek - jest teraz w Chile i Gosia - chwilowo w Wielkiej Brytanii.

Dom na Jaroszówce ma wszystko, co prawdziwy dom powinien mieć: wielką wspólna bawialnię z kominkiem, skrzypiące schody wiodące do pięciu pokoi, ogród. Są w nim szczęśliwi, bo żyją tak, jak marzyli, na drugim biegunie do mainstreamu.

Nasłuchali się o tym, jak w praktyce ogarnąć taki styl życia na spotkaniu w Górach Bardzkich, gdzie "Osadnicy z Opolnicy" dzielili się wiedzą, jak stworzyć autonomiczne ekosiedlisko. Idea "Okrągłego miasteczka" porwała ich, sami od dawna myśleli przecież o czymś podobnym. Nie mieli wielkich doświadczeń w "życiu na kupie" - ktoś pomieszkiwał na squatach w Londynie, ktoś inny w wynajmowanym w dwie pary mieszkaniu. Do tego - mają malutkie dzieci. Wszystko trzeba więc było porządnie zorganizować od podstaw.

Jest więc grafik gotowania, każda osoba ma przydzielony dzień dyżuru. Dzięki temu gotuje się nie pięć dni w tygodniu, a tylko raz, a je - codziennie i to pysznie. Jeśli chodzi o sprzątanie - dom podzielony jest na strefy, przypisane każdemu. Przytomnym rozwiązaniem są samoprzylepne karteczki, przypominające o sprawach, które czasem umykają: "Piecyk lubi mieć czyste plecki" - do tych dyżurujących, którym zdarza się myć kuchenkę tylko z przodu, gdzie widać. "Dbaj o swój tron" - rzecz jasna nad toaletą. "Zabierz swoje rzeczy" - w korytarzu, który drobiazgami obrasta najszybciej.

Raz w tygodniu siadają w bawialni i rozmawiają o ważnych sprawach: co komu przeszkadza, co uwiera i dlaczego. Doszli do wniosku, że to o wiele lepiej działa niż machinalne zwracanie uwagi w locie, w codziennym mijaniu się w kuchni czy przedpokoju, bo taka uwaga może zostać odebrana jako czepianie się. Poza tym, jak to we wspólnocie, liczy się zdanie ogółu.

Nieocenionym patentem na rozliczanie zakupów jest narzędzie internetowe "COHOTO", które stworzyli "Osadnicy z Opolnicy". Przykładowo, jedna osoba wychodzi do sklepu, kupuje pomidory, ziemniaki czy cokolwiek potrzeba na obiad dla wszystkich, a inny domownik prosi ją tylko np. o batonik. Dane wprowadza się do programu, a na koniec miesiąca rozlicza on wszystko sprawiedliwie, co do grosza.

300 litrów mleka ryżowego

Cohousing sprawdza się nie tylko ze względów ekonomicznych, ale i jest źródłem wielu fajnych idei. Poza tym, jak tłumaczy Paulina Karczewska, drzemała w nich potrzeba życia wspólnotowego, dziś nieco już zapomniana. A tak - w kooperatywie mieszkaniowej zawsze jest z kim pogadać wieczorem i komu podrzucić Mariankę, gdy chce się wyjść do kina z partnerem. Brakowało im tego modelu życia wielopokoleniowego. Dziś odchodzi się od wspólnotowości, każdy zamyka się w czterech ścianach wynajętego lub kupionego na kredyt M - konstatują.

- Nie daliśmy się namówić na kredyt - śmieją się. Podkreślają jednak, że nie widzą nic złego w życiu samotniczym, jeśli to komuś pasuje. Im nie pasuje. Wszyscy powinni robić rzeczy dla siebie naturalne, być w zgodzie ze sobą.

- Zależy nam na tym, żeby nasze dzieci były tolerancyjne, żeby nie dostrzegały różnic, które zresztą sztucznie się tworzy - pod koniec listopada Paulina opowiadała, dlaczego wzięli udział w akcji "Czym chata bogata - obiad nie tylko polski" i zaprosili na obiad cudzoziemców. Przedsięwzięcie koordynowane przez Fundację Dialog polegało na sparowaniu kilkunastu polsko-cudzoziemskich uczt, po to, by poprawić komunikację, relacje między białostoczanami i mieszkającymi tu obcokrajowcami. Do kooperatywy trafiła Syryjka Mariam, która ma status uchodźcy, a w Białymstoku studiuje i uczy arabskiego, jej przyjaciółka Patrycja - wolontariuszka Fundacji Dialog oraz Muneer Ahmada Tokhi, chłopak z Afganistanu, który w Turcji studiuje inżynierię, a w Białymstoku, w ramach Erasmusa - zarządzanie. Byli zachwyceni. Ich serca podbiły wegańskie potrawy, zwłaszcza kapusta.

Domownicy potrafią zatroszczyć się o swoją lodówkę i spiżarnię jak mało kto. Gdy odwiedzamy ich ponownie, w domu piętrzą się stosy kartonów, a w nich: kawa żołędziowa, jogurty z koziego mleka, olej kokosowy, niepryskane hiszpańskie pomarańcze, organiczna fasola. Zamawiają tego hurtowe ilości - np. 300 litrów mleka ryżowego - dzięki czemu udaje im się zbić ceny nawet ponad połowę. Działają w Białostockiej Kooperatywie Spożywczej, do której należy około 50 rodzin, wymieniają się przepisami i pomysłami, zamówienie też składają wspólnie. Kiedy przyjdzie - np. tak jak teraz transport z firmy BioPlanet - sortują, pakują, przekomarzają się.

Chcą nie tylko jeść bez chemii, ale wyeliminować ją z życia na ile się da. Stąd gigantyczne zamówienia na sodę oczyszczoną - po 300 kilogramów naraz. Piorą w niej, sprzątają, robią kule do zmywarki.

Sukces? Tak! Pieniądze? Hm...

Paulina ma burzę miedzianych loków, mówią na nią "Pina". Wytwarza kosmetyki wszelakie, które z powodzeniem mogłaby reklamować. I błyszczyki do ust, i toniki, i serum przeciwzmarszczkowe. Jej przepis na domowe SPA, czyli musujące kule do kąpieli: należy wymieszać sodę, kwasek cytrynowy, trochę oleju zimnotłoczonego i wybrane dodatki. Trochę fantazji w piwnicznej pracowni i powstają kule kokosowe z rumiankiem, wiśniowe z kwiatem wrzosu, miętowe ze spiruliną i młodym jęczmieniem, brzoskwiniowe z glinką żółtą albo geraniowe z glinką niebieską.

Partner Pauliny, muzyk, bębniarz, specjalizuje się w produkcji mydeł o fantazyjnych formach i różnorodnych przeznaczeniach: odżywczych z masłem shea, pilingujących z dodatkiem kawy i pestek winogron albo do mycia włosów, na bazie oleju rycynowego.

Wystawiają te wszystkie "cuda na kiju" na jarmarkach, ostatnio - na bożonarodzeniowym, na Rynku Kościuszki. Na ich wspólnym stoisku domowników i przyjaciół domu można było znaleźć ekologiczne kosmetyki, orzechowe ciasteczka, naturalne kosze upominkowe, ceramikę, nawet żywą kozę jako "chwyt reklamowy". Pytam, jak się udało.

Super! Są zadowoleni. Opowiadają, ile osób ich odwiedziło, chciało porozmawiać, że ludzie mówili im, że pachną... Dociera do mnie, że pytając, chciałam się dowiedzieć, czy dużo wyrobów sprzedali, czy dobrze zarobili. Oni odebrali to pytanie zupełnie inaczej. Co innego oznacza dla nich sukces. A pieniądze? Jakoś zawsze, choćby w ostatniej chwili, się znajdą. Jak to u artystów.

Dobre słowo przeciw mowie nienawiści

Paulina Karczewska jest z wykształcenia aktorką, znaną z wielu przedsięwzięć artystycznych, pracowała w Teatrze Wierszalin. Swoją pasją dzieli się też z osobami wykluczonymi. Ostatnim takim projektem były warsztaty fotograficzne dla osób z niepełnosprawnością intelektualną "Podlaskie okno na Boga", zakończone wystawą. Równolegle jeździ po podbiałostockich miejscowościach, jak Supraśl, Sobolewo czy Ogrodniczki i uczy, jak sprzątać dom bez chemii czy wytwarzać ekologiczne kosmetyki. Uczestniczy w projekcie "Dajmy szansę przyrodzie" Stowarzyszenia Uroczysko. A do tego przekazuje dobre słowo przez media społecznościowe. Dosłownie. To taka jej "akcja, która z niczym ani z nikim nie walczy, ma wspierać".

W internecie pojawił się już pierwszy z cyklu planowanych w jej ramach filmów.

Paulina realizuje "Dobre słowo" w ramach projektu Fundacji Humanity in Action Polska w partnerstwie ze Stowarzyszeniem Młodych Dziennikarzy "Polis", a finansowany jest on z programu Obywatele dla Demokracji (z Funduszy EOG). Chce umożliwić białostoczanom wejście w przestrzeń dialogu poprzez język, ruch, taniec czy muzykę. Pierwszy element to "Dobre słowo", które każdy może umieścić w życiu, przestrzeni i internecie. Oprócz filmików z krzepiącymi wypowiedziami na temat drugiego człowieka planowany jest też kiermasz z kuchnią i rękodziełem oraz jam session.

Paulina przyznaje, że ogromnym bodźcem do zweryfikowania swoich poczynań było przyjście na świat Marianki. Po prostu razem z partnerem zaczęli się zastanawiać, w jakim świecie chcą żyć.

Szkoła wolności

Nie inaczej było w przypadku Ani i Damiana Czarnieckich. Ich plany życiowe w dużej mierze podporządkowane są małej Antoninie. Dziewczynka na razie wyrasta w przyjaznym otoczeniu współmieszkańców. Jej ciut starsza "przyszywana" siostra otwiera oczy i pada pierwsze zdanie: "Gdzie Tosia?".

- Moi rodzice mówili: tak się nie da - śmieje się Damian. - Jako nastolatek przechodziłem okres buntu, pewnie tak jak każdy. Z wieku nastoletniego wyrosłem, z buntowania się także, tylko nie wyrosłem z własnych idei. I okazało się, że da się wszystko przeprowadzić bez buntowania się.

Damian był już grafikiem komputerowym, pracownikiem stacji paliw i testerem gier komputerowych. To dopiero było przedziwne zajęcie. Zmuła - określa je treściwie. Chociaż pamięta ludzi z pracy, którzy po ośmiu godzinach szli do domu, by dalej siadać do gierek.

Teraz Damian trenuje dzieciaki w sekcji wspinaczkowej, razem z Anią włączają się we wspólne kiermasze ze swoją ofertą - herbatami i wypiekami.

Drobna blondynka Ania z wykształcenia jest informatykiem, programistką. Ma wąską specjalizację i całkiem sporo ofert pracy. Jednak zaczęła studiować pedagogikę, by móc otworzyć tzw. demokratyczną szkołę.

Pomysł jest na tyle zaawansowany, że być może ruszy już od września 2016 roku. Zresztą to idea wszystkich domowników i przyjaciół domu. I tych, którzy mają dzieci, a przed ich narodzinami strach ich oblatywał, że jak to tak: sprowadzić na taki świat nowe istnienie, a potem jeszcze do gimnazjum posłać... Groza. I takich, którzy - jak przyjaciel Lech - wierzą, że instytucję szkoły da się jeszcze, choć może nie w najbliższej perspektywie czasowej, zreformować. Spotykają się, dyskutują, wyszukują potrzebne akty prawne, kreślą wizję placówki marzeń. Bez ławek, bo kto powiedział, że tak ma być? Bez ocen, bo to tylko dołowanie dzieci. Bez zmuszania ich do czegokolwiek, za to z autentycznym wsłuchaniem się w ich potrzeby, podążaniem za nimi, mądrym inspirowaniem.

Razem z Marcinem, fotoreporterem, uparcie ściągamy dyskusję na ziemię. Pytamy: a co z podstawą programową, zaliczeniami, testami kompetencji?

Patrzą na nas trochę dziwnie. No jak dziecko nie zaliczy w tym roku, bo będzie zajęte zgłębianiem innego, fascynującego go akurat tematu, to zda w następnym. Co za problem? Fakt.

Marzy im się, by ich szkoła była bezpłatna. Wystąpiliby o subwencję oświatową, pisaliby projekty, ubiegając się o granty z innych źródeł, poza tym rodzice mogliby partycypować w utrzymaniu placówki na różne sposoby, odrabiając czesne w praktyce, np. prowadząc zajęcia - żeby daleko nie szukać - bębniarskie. W większych polskich miastach takie szkoły demokratyczne już funkcjonują. Podobno dzieci, które trafiają do nich z publicznych placówek, burzliwie przechodzą okres tzw. detoksu, kiedy muszą wypróbować, czy ta wolność to tak naprawdę i na pewno, muszą zanurzyć się w niej i sięgnąć aż do jej granic.

Idea wolnej szkoły dała grupie młodych białostoczan nadzieję, że istnieje alternatywa dla absurdu szkoły publicznej. Tak jak cohousing dał im komfort mieszkania po swojemu.

- Bo w końcu, co jest naturalne? Zamykanie się w czterech ścianach, w bloku, gdzie nie znasz swoich sąsiadów? Włączanie dzieciom telewizora, żeby dały ci spokój? My tak nie chcemy - podsumowuje Ania. - Nam jest dobrze tak.


Źródło: Wyborcza.pl - Białystok

Zobacz cały artykułKomentarze: 0

Warszawa, 19 grudnia - spotkanie na temat Cohousingu

Opublikowane przez: COHOTO, 8 lat temu,  743

Prototypówka – spotkanie na temat CO-housingu - prowadzi Witek Zbijewski


III spotkanie Prototypówki

Otwarte spotkanie osób zainteresowanych wspólnym mieszkaniem w domu na Mokotowie. W kręgu przeanalizujemy efekt ankiet i określimy kolejne kroki, datę i temat IV spotkania Prototypówki.

Prototypówka to powstająca społeczność osób mających odwagę w skuteczny sposób stworzyć wspólnotę / eko-osadę, np. Okrągłe Miasteczko. Pierwszym krokiem do realizacji tego zamierzenia jest doświadczenie wspólnego mieszkania i gospodarowania zasobami, czasem i przestrzenią, nie zaś euforia, hura-optymizm i kupowanie ziemi na wyrost.

W tej chwili wiemy, że jest możliwość wynajęcia bardzo atrakcyjnego architektonicznie miejsca dla CO-livingu na Mokotowie, w okolicy Sieciówki. Jest to dom o metrażu 200-300 m2, a przybliżony koszt wynajmu to m-c 5000-10000 PLN, 8-10 pokojów.
Przybliżona cena to 600 na osobę, 1000 na 2 osoby.

Kryteria, na które Prototypówkowicze odpowiadają w ankiecie to : gotowanie, czas, jedzenie, spotkania, doświadczenie mieszkania grupowego.


Termin spotkania: 19 grudnia 2015, godziny 11-12.

Gdzie: ul. Irysowa 3A, 02-660 Warszawa, "Sieciówka"


Źródło, jak i więcej informacji o całym dniu spotkania, przeczytacie w Świątecznym Spotkaniu w Sieciówce.


Zobacz cały artykułKomentarze: 0

Robert Palusiński zbiera pieniądze na wydanie "Dragon Dreaming Project Design", czyli skandalicznie skutecznej metody realizowania planów, marzeń, wizji, projektów.

Zachęcam do dołączenia. Sam będę się widział z Robertem w Krakowie w najbliższym czasie (w przeciągu tygodnia, może ciut dalej). Trwają też ustalenia dot. zorganizowania warsztatów z Robertem w Sieciówce, w Warszawie.

Linki do informacji dot. projektu:

Zobacz cały artykułKomentarze: 0

21 października w Sieciówce zorganizowane zostanie pierwsze spotkanie poświęcone tematyce cohousingów w kontekście projektu Okrągłe Miasteczko. Zapraszamy wszystkich zainteresowanych życiem w bliskich relacjach z ludźmi, budowaniem społeczności, łączących się we wspólnych wizjach i wartościach.

Kiedy:
21 października 2015, godzina 18:00 - 20:00.

Gdzie:
Sieciówka: ul. Irysowa 3a, 02-660 Warszawa.

Plan spotkania:

  • 18:00 - 18:15 - Wprowadzenie: coliving, cohousing, Prototypówka.
  • 18:15 - 18:45 - Każdy mówi coś o sobie. Wymiana doświadczeń.
  • 18:45 - 19:10 - Okrągłe Miasteczko.
  • 19:10 - 19:20 - Podstawowe założenia Prototypówki.
  • 19:20 - 19:50 - Dyskusja.
  • 19:50 - 20:00 - Podsumowanie spotkania oraz przedstawienie terminów i tematów kolejnych spotkań.

Rejestracja:

Wstęp na spotkanie w ramach wolnych datków (przekazujesz ile uważasz). Obowiązuje jednak składka na poczęstunek, która wynosi 10 zł.
W celu zapewniania sobie miejsca na spotkaniu, proszę o wcześniejszą rejestrację, wypełniając krótki formularz.

Więcej informacji na Smore.


Zobacz cały artykułKomentarze: 2

Mumble - program do komunikacji głosowej w grupie

Opublikowane przez: COHOTO, 8 lat temu,  1060

Rob, na naszym forum, poinformował nas o Mumble, dzięki któremu można prowadzić rozmowy w grupie. Jest to świetna opcja dla osób, które są rozproszone po świecie i nie mogą zbyt często potykać się fizycznie. Dzięki darmowemu projektowi o otwartym kodzie źródłowym (open source), można właśnie łączyć się za pomocą Mumble i tam prowadzić własne dyskusje, na różne tematy, jak m.in zawiązywanie nowych grup cohousingowych.

Aby skorzystać z Mumble należy pobrać aplikację (dostępne są wersje na Windows, Mac i Linux), zainstalować. Przy pierwszym uruchomieniu, automatycznie pojawi się kreator ustawień dźwięku. Warto tam, przy wyborze aktywacji głosowej, wybrać aktywację poprzez przycisk, i wskazać którym klawiszem klawiatury będziemy aktywować mikrofon. Najlepiej wybrać jakiś neutralny i mało używany, np. poniższy obrazek prezentuje wybór kombinacji klawiszy Ctrl+Shift:

Mumble - aktywacja głosu klawiszem

Następnie otworzy się okno "Lista serwerów Mumble".

Klikamy "Dodaj Nowy". Pojawi się nowe okno gdzie dla pól:

  • "Etykieta" - wpisujemy dowolną nazwę dla serwera, np.: "Serwer Roba";
  • "Adres" - wpisujemy adres IP, tutaj: 185.80.163.146;
  • "Port" - to 64738 - czyli domyślny już wpisany;
  • "Użytkownik" - tutaj wpisujemy nasze imię, nick, itp. Ważne aby nie używać spacji - Mumble nam na to nie pozwoli.

Mumble - połączenie z serwerem

Klikamy OK a następnie na wpisanym serwerze klikamy połącz.

Po połączeniu możemy przejść do dowolnego kanału tematycznego. Gdy chcemy się odezwać, pamiętajmy aby na czas przemówienia, przytrzymać wskazany przez nas klawisz na klawiaturze komputera. Nasza mowa będzie słyszana tylko w obrębie kanału, w którym się znajdujemy.

Obecnie ustaliliśmy luźne spotkania we wtorki i piątki w godzinach 20 - 21.

Zapraszamy :)


Zobacz cały artykułKomentarze: 3

W 2009 roku trafia mi w ręce artykuł "Jesień feministki", portret Therese Clerc, jednej z liderek francuskiego ruchu feministycznego. Therese jest w nim przedstawiona jako energiczna osiemdziesięciolatka i liderka lokalnej społeczności. Widać, że autorka tekstu jest zachwycona swoją bohaterką, opisuje ją bowiem jako "królową":

Tego wieczoru, jak zwykle, królowała w swoim Domu Kobiet w Montreuil. Wokół niej wirował mały tłum młodych Arabek, Mulatek i Azjatek. Niektóre z dziećmi, inne przyszły same. Ona w bluzce z dekoltem, siwe włosy spięte w kok, bystre spojrzenie. Egzotyczna kolia na nagiej szyi. Nic z kruchości babci czy z dystynkcji starszej damy. Pełna życia i ciepła. Nic nie umyka jej uwadze, każdego wita od progu. – Jak się masz, sarenko? – woła do Marokanki. – Mówiłam ci, nie zadawaj się z nim, ale mnie nie posłuchałaś – mówi przez telefon. Garną się do niej młode. – Kiedy jej nie ma – mówią – jest tu nudno.
Therese Clerc
Therese Clerc (zdj. z wysokieobcasy.pl).

Z artykułu dowiaduję się, że Dom Kobiet to feministyczne centrum kultury i pomocy prawnej, które powstaje z inicjatywy Therese w roku 1999. W miarę jak centrum staje się stałym elementem krajobrazu podparyskiego Montreuil, inicjatorka projektu dochodzi do wniosku, że czas na nowe wyzwanie. Postanawia stworzyć  dom mieszkalny dla starszych kobiet. Nie nazywa go cohousingiem, ale nietrudno zauważyć podobieństwa między jej pomysłem a zasadami, na których opierają się cohousingi senioralne:

Zakłada dom starości, jakiego jeszcze nie było. Wszystko, tylko nie spokojnej. – Nasz dom będzie samorządny, ekologiczny, obywatelski i solidarny – mówi. Chce w nim zamieszkać już w 2009 r. Taka komuna dziarskich staruszek. Wiek od 70 do 90 lat. 

Projekt Therese wydaje mi się na tyle ciekawy, że zaczynam śledzić dalsze jego losy. Co pewien czas wpisuję w wyszukiwarce nazwę planowanego domu: "La Maison des Babayagas", czyli "Dom Bab-Jag". Najważniejsza wiadomość pojawia się w roku 2012 – wtedy kończy się budowa domu i wprowadzają się do niego pierwsze mieszkanki. Wygląda na to, że projekt jest sukcesem, ponieważ kobiety należące do Stowarzyszenia Bab-Jag nie osiadają na laurach, a koniec budowy nie oznacza kresu ich aktywności. Zgodnie z zapowiedziami Therese dom staje się centrum licznych działań na rzecz lokalnej społeczności. W pokoju wspólnym mieszkanki zaczynają organizować otwarte warsztaty i wykłady. Czytam o tych wszystkich inicjatywach na stronie internetowej Domu Bab-Jag i obiecuję sobie, że kiedyś go odwiedzę.

Na jakiś czas przestaję się interesować Baba-Jagami i przypominam sobie o nich dopiero dwa miesiące temu, tuż przed wyjazdem do Paryża. Próbuję znaleźć na ich stronie informacje o możliwości odwiedzin, bo mam wrażenie, że kiedyś o takiej możliwości czytałam. Z zaskoczeniem jednak stwierdzam, że strona Stowarzyszenia Bab-Jag już nie istnieje. Szukam więc alternatywnych sposobów na skontaktowanie się z mieszkankami. Piszę bezpośrednio do Therese Clerc, potem wysyłam maila na adres Domu Kobiet w Montreuil. Nikt mi nie odpowiada.

Tracę nadzieję na odwiedziny w Domu Bab-Jag, ale postanawiam pojechać mimo wszystko do Montreuil. Zakładam, że nawet jeśli nie dotrę do nikogo związanego z Baba-Jagami, to chociaż zajrzę do Domu Kobiet, aby porównać działanie tego centrum z aktywnością wrocławskiego Centrum Praw Kobiet, w którym jestem wolontariuszką.

Kiedy po niemal godzinnej podróży metrem docieram do Montreuil, zaskakuje mnie małomiasteczkowy klimat dzielnicy. Przechodzę przez kilka spokojnych ulic i błyskawicznie docieram do centrum, gdzie ma znajdować się Dom Kobiet. "Pewnie jest gdzieś na piętrze, oznaczony małą tabliczką, żeby za bardzo nie rzucał się w oczy" – myślę sobie, bo przecież tak wyglądają siedziby organizacji feministycznych w Polsce. Nie chcę przeoczyć celu mojej podróży, szukam go więc, kierując się wskazówkami z Google Maps. Jak się okazuje, jest to niepotrzebna przezorność, bo Domu Kobiet nie można nie zauważyć. Nie kryje się on na piętrze ani w bramie, ale stoi na parterze, a jego fasada nie pozostawia wątpliwości, że mamy do czynienia z centrum praw kobiet.

Dom Kobiet w Montreuil.

Dom Kobiet.


Wchodzę do środka i zaczynam się rozglądać. Zauważam sporą biblioteczkę z literaturą feministyczną oraz liczne ulotki informujące o wykładach poświęconych "feminizmowi", "feministycznych" śpiewach i innych wydarzeniach z "feminizmem" w nazwie. Szybko dochodzę do wniosku, że słowo "feminizm" najwyraźniej nie jest tu tak podejrzane jak w Polsce, gdzie unikają go nawet niektóre organizacje feministyczne (zamiast o feminizmie mówią więc o równouprawnieniu czy prawach kobiet). Kiedy więc podchodzi do mnie pracowniczka Domu Kobiet, od razu mówię jej, że interesuję się tym miejscem, ponieważ bliskie są mi idee feministyczne. Rozpoczęcie rozmowy od "Cześć. Jestem feministką" zapewnia mi ciepłe przyjęcie. Pracowniczka Domu Kobiet chętnie przechodzi ze mną na angielski i udziela szczegółowych informacji o działaniach centrum. Okazuje się, że jest Dom Kobiet to organizacja, która z jednej strony świadczy pomoc ofiarom przemocy domowej, a z drugiej, promuje feminizm, np. poprzez dyskusje poświęcone najważniejszym książkom i postaciom ruchu feministycznego.

W Domu Kobiet nikt nie boi się słowa feminizm

W Domu Kobiet nikt nie boi się słowa "feminizm".


Gdy mówię, że przyjechałam do Montreuil przede wszystkim po to, by dowiedzieć się więcej o projekcie domu mieszkalnego dla starszych kobiet, pracowniczka Domu Kobiet zaczyna wydzwaniać po osobach, które mogłyby mi o nim opowiedzieć . Telefon odbiera jedna z mieszkanek Domu Bab-Jag. Kiedy słyszy, że przyjechałam z Polski i chcę zadać parę pytań, zaprasza mnie do siebie. Jestem w lekkim szoku – nigdy bym się nie spodziewała, że spotkam się z tak wielką gotowością do pomocy, zwłaszcza że nie mówię zbyt dobrze po francusku i proszę o informacje w języku angielskim.

Efekt mojej wyprawy do Montreuil jest więc o wiele lepszy niż zakładałam. Udaje mi się zobaczyć Dom Bab-Jag nie tylko z zewnątrz, ale i od środka. Jak na budynek komunalny jego standard jest bardzo wysoki. To nowoczesny apartamentowiec, w którym znajdują się 24 mieszkania (o powierzchni 40 m kw. każde), a także spore pomieszczenie wspólne ulokowane na parterze. Kiedy odwiedzam Dom Bab-Jag, trwa akurat remont pomieszczenia wspólnego. Dlaczego trzeba je remontować, skoro budynek lśni nowością? Odpowiedź jest zaskakująca, ale o tym za chwilę.

Dom Bab-Jag Dom Bab-Jag

Dom Bab-Jag


Najpierw kilka słów o mieszkance, dzięki której mogę uzyskać wgląd w historię i obecną sytuację Domu Bab-Jag. Moją rozmówczynią jest Odette, feministka zaangażowana w działania na rzecz praw lesbijek. Opowiada, że z projektem budynku mieszkalnego dla starszych kobiet jest związana od roku 2012. Dołącza wtedy do grupy 21 przyszłych mieszkanek  domu, którego budowa dobiega właśnie końca. Cieszy się na myśl o zamieszkaniu w taniej kawalerce – ma ją wynajmować w preferencyjnej cenie od spółki, która zarządza budynkiem  w imieniu miasta. Zanim dom zostaje oddany do użytku, dochodzi jednak do ostrego konfliktu między liderką inicjatywy, wspomnianą wyżej Therese Clerc, a resztą mieszkanek. Konfliktu nie udaje się zażegnać i w efekcie niemal wszystkie kobiety, które mają zamieszkać w Domu Bab-Jag , postanawiają wycofać się z projektu. Z pierwszego składu Bab-Jag pozostają tylko dwie osoby: Odette oraz Therese.

Odette, czyli moje źródło informacji o Domu Bab-Jag.

Odette, czyli moje źródło informacji o Domu Bab-Jag.


Co sprawia, że tyle kobiet rezygnuje z zamieszkania w domu, o którego budowę starały się dobre parę lat? Jak wyjaśnia Odette, podstawowe źródło problemów tkwi w despotyzmie Therese Clerc. Choć Therese kreśli wizję domu samorządnego, to w rzeczywistości oczekuje, że wszyscy będą się jej podporządkowywać. Nie znosi głosów sprzeciwu i nie chce uczyć się współpracy w ramach grupy o demokratycznej strukturze. Nie słucha mediatorów, którzy pojawiają się na zebraniach kobiet z pierwszej ekipy. Mediatorzy mają uczyć przyszłe mieszkanki Domu Bab-Jag, jak komunikować się bez przemocy. Therese szybko  traci jednak do nich cierpliwość. Stwierdza, że ich porady są niewiele warte i przestaje ich zapraszać.

Zamiast słuchać mediatorów, Therese woli forsować swoją wizję inicjatyw, które powinny być podejmowane przez Baby-Jagi. Wychodzi na przykład z pomysłem, by zorganizować w domu darmową łaźnię dla kobiet z okolicy. Uważa, że taka łaźnia to świetny sposób na integrację imigrantek, ale nie bierze pod uwagę kosztów wody i energii, które wiążą się z jego realizacją. Nie zauważa też, że prowadzenie łaźni wymaga sporego nakładu pracy i że przyszłe mieszkanki Domu Bab-Jag mogą nie podołać tak ambitnemu projektowi, skoro do najmłodszych już nie należą. Kiedy kobiety z pierwszej ekipy próbują przekonać samozwańczą liderkę, że łaźnia nie jest pomysłem na ich siły, Therese wpada w furię. Zarzuca im, że są "głupimi rasistkami", a one tracą cierpliwość i – koniec końców – decydują, że nie chcą już dłużej należeć do Stowarzyszenia Bab-Jag. Łaźnia ostatecznie nigdy nie powstaje.

Kiedy z projektu wycofują się wszystkie kobiety poza Therese i Odette, trzeba szybko znaleźć kogoś na ich miejsce. Dom jest przecież prawie gotowy, a władze miejskie nie zamierzają płacić za utrzymywanie pustego budynku. Obowiązki związane z selekcją nowych mieszkanek spadają na Odette. Moja rozmówczyni twierdzi, że Therese nie chce zajmować się rekrutacją, ponieważ "woli koncentrować się na ideach, a nie na sprawach praktycznych". Kiedy więc Odette zbiera drugą ekipę mieszkanek, Therese promuje Dom Bab-Jag w mediach. Udziela licznych wywiadów, w których przedstawia swój projekt jako pełen sukces. Nie wspomina jednak dziennikarzom o konflikcie z pierwszą ekipą, gdyż  – i tu znów słowa Odette – "nie potrafi przyznać się do porażki i uważa, że wszystko, co robi jest słuszne".

Ostatecznie udaje się sformować drugą ekipę złożoną z 21 kobiet w wieku od 60 do 89 lat. Pod koniec 2012 roku nowe Baba-Jagi wprowadzają się do ukończonego już budynku. Każda zajmuje po jednej kawalerce, a pozostałe trzy mieszkania zostają wynajęte osobom młodym. W ten sposób zostają spełnione wymogi stawiane przez głównego sponsora projektu, czyli władze miejskie. Urzędnicy nie zgadzają się, by wszystkie mieszkania były zajmowane przez starsze kobiety, ponieważ obawiają się oskarżeń o dyskryminowanie ludzi w młodszym wieku. Oprócz tego istnieje ryzyko pojawienia się innych zarzutów, na przykład o to, że miejskie pieniądze wydawane są na pomoc osobom zamożnym. Urzędnicy decydują więc, że tanie mieszkania w nowo powstałym budynku przysługują wyłącznie tym Baba-Jagom, które nie są właścicielkami nieruchomości. Informują, że jeśli któraś kobieta ma mieszkanie, to musi je sprzedać, żeby móc wynająć od miasta kawalerkę.

Gdy Therese dowiaduje się o warunkach stawianych przez urzędników, reaguje oburzeniem. Stwierdza, że nikt nie będzie jej dyktował, co może, a czego nie może posiadać. Nie sprzedaje swojego mieszkania, a tym samym nie zyskuje prawa do zamieszkania w Domu Bab-Jag. Chociaż nie staje się jego mieszkanką, nie ma zamiaru tracić kontroli nad jego dalszymi losami. Cały czas pozostaje nieformalną liderką Stowarzyszenia Bab-Jag, do którego należą wszystkie starsze kobiety, które zamieszkały w domu. Jak twierdzi Odette, pozycja outsiderki jest dla Therese wygodna. Może jątrzyć spory, a potem stwierdzać, że rozwiązanie konfliktu to nie jej problem i że wraca do swojego mieszkania. "Człowiek ma większą motywację, żeby dążyć do zażegnania sporu, jeśli mieszka w miejscu, którego spór dotyczy" – zauważa Odette i opowiada, że wymiana ekipy nie przynosi końca konfliktów między Therese a resztą Bab-Jag. Wśród nowych mieszkanek szybko zaczynają pojawiać się głosy sprzeciwu wobec despotycznych zapędów liderki Stowarzyszenia. Nie mija wiele czasu, a dochodzi do kolejnego rozłamu. Szesnaście kobiet decyduje się wystąpić ze Stowarzyszenia Bab-Jag po to, by założyć własne stowarzyszenie – takie, w którym nie ma liderki, a decyzje są podejmowane w sposób demokratyczny. Wśród tych kobiet jest i Odette. W Stowarzyszeniu Bab-Jag pozostaje tymczasem zaledwie pięć osób: Therese oraz cztery kobiety, które ciągle trzymają jej stronę.

Pomieszczenie wspólne w Domu Bab-Jag - kiedyś odbywały się w nim otwarte dyskusje i warsztaty, a obecnie trwa w nim remont.

Zamknięte drzwi do pomieszczenia wspólnego w Domu Bab-Jag. Kiedyś odbywały się tam otwarte dyskusje i warsztaty, ale obecnie trwa remont.


Konflikt między Therese a mieszkankami, które zdecydowały się opuścić Stowarzyszenie Bab-Jag, jest brzemienny w skutki. Okazuje się, że jedno pomieszczenie wspólne jest niewystarczające dla dwóch zwaśnionych grup. Ponieważ pomieszczenie pozostaje pod kontrolą Stowarzyszenia Bab-Jag, a Therese nie chce go udostępniać, pojawia się potrzeba, by podzielić je na dwie części: po jednej dla każdego stowarzyszenia. Kiedy odwiedzam Dom Bab-Jag, trwa właśnie remont, który ma doprowadzić do powstania dwóch odrębnych pomieszczeń. Oczywiście zastanawia mnie, dlaczego władze miejskie tolerują Therese i nie próbują się jej pozbyć, aby zaprowadzić  wreszcie zgodę wśród mieszkanek. Odette tłumaczy mi, że Therese ma bardzo mocną pozycję, bo jest znana i wpływowa. Tezę tę potwierdzają artykuły prasowe, z którymi zapoznaję się po powrocie do Polski. W artykule z "Liberation" czytam o konfliktach z udziałem Therese – ich charakterystyka zgadza się z tym, co usłyszałam od Odette. Opisowi burzliwych losów Domu Bab-Jag towarzyszą komentarze Jeana-Michela Blery, urzędnika miejskiego odpowiedzialnego za politykę mieszkaniową Montreuil. Mówi on o Therese, co następuje: "Therese Clerc to prawdziwy guru! Choć jej utopijna idea jest dobra, to należy do osób, którym trudno jest przejść od idei do praktycznego projektu". Urzędnik zauważa wady Therese, a mimo to jest przekonany, że Dom Bab-Jag nie może bez niej funkcjonować, ponieważ: "projekt tego domu narodził się w jej głowie i nigdy nie zostałby zrealizowany, gdyby nie jej determinacja i popularność w mediach".

Ponieważ pomieszczenie wspólne jest w remoncie, a do wspólnego ogrodu dotrzeć można tylko przez to pomieszczenie, żadna z grup nie dysponuje obecnie przestrzenią do spotkań. Dom, który miał być "samorządny, ekologiczny, obywatelski i solidarny", nie różni się więc chwilowo od zwykłych budynków wielorodzinnych, w których mieszkańcy zamieniają czasem kilka słów, ale nie podejmują razem żadnych istotnych działań. Pozostaje mieć nadzieję, że sytuacja zmieni się wraz z końcem remontu i że pojawią się wtedy jakieś formy życia w grupie. Odette zapowiada, że członkinie jej stowarzyszenia planują wspólnie organizować wydarzenia dla lokalnej społeczności. Być może dzięki takim inicjatywom uda im się dotrzeć do okolicznych imigrantek w sposób, który jest trochę mniej energochłonny niż prowadzenie łaźni.

Lista wspólnych inicjatyw w Domu Bab-Jag. Jak widać, od czasu rozpoczęcia remontu pomieszczenia wspólnego mieszkanki praktycznie się nie spotykają.

Lista wspólnych inicjatyw w Domu Bab-Jag. Od czasu, gdy zaczął się remont pomieszczenia wspólnego, mieszkanki praktycznie się nie spotykają.


Czy Dom Bab-Jag stanie się kiedyś cohousingiem senioralnym, którym był przez długi czas w moich wyobrażeniach? Trochę w to wątpię, bo przecież istotą cohousingu jest przyjazne sąsiedztwo, a trudno mówić o takim sąsiedztwie w sytuacji, kiedy jeden budynek dzielą przedstawicielki dwóch zwaśnionych stowarzyszeń. Chciałabym być optymistką i wierzyć, że między stowarzyszeniami dojdzie kiedyś do porozumienia, ale wiem, że o zgodzie nie może być mowy tak długo, jak Therese odrzuca możliwość kompromisu. Na razie niestety nic nie wskazuje na to, żeby Therese miała brać kompromis pod uwagę. Od lat jest despotką i chyba despotką pozostanie. Ma już ponad 80 lat, więc trudno oczekiwać, że jej osobowość ulegnie radykalnej przemianie. Szkoda tylko, że jej autokratyczne zapędy mają tak destrukcyjny wpływ na projekt, który zainicjowała i który mógłby być wzorem dla podobnych inicjatyw podejmowanych nie tylko we Francji, ale też i w innych częściach świata.

Kiedy zastanawiam się, co konkretnie doprowadziło do konfliktów między Therese a pozostałymi kobietami zaangażowanymi w Dom Bab-Jag, przychodzą mi do głowy słowa "Wolność, równość, siostrzeństwo". Odnoszę wrażenie, że Therese w specyficzny sposób interpretuje każde tych słów. Po pierwsze – wydaje się obsesyjnie przywiązana do swojej wolności, przez co nie bierze odpowiedzialności za Dom Bab-Jag. Jej brak odpowiedzialności wyraża się w tym, że wydaje decyzje, które mają wpływ na losy Domu, ale nie ponosi ich konsekwencji. Dzięki temu, że mieszka poza Domem, ma swobodę, by opuszczać go za każdym razem, kiedy dochodzi do konfliktu. Po drugie – choć twierdzi, że chce mieszkać w domu samorządnym i obywatelskim, to nie uważa innych kobiet za osoby sobie równe. Zamiast szanować ich opinie i rozmawiać z nimi w celu wypracowania konsensusu, woli narzucać im swoje wizje. Po trzecie – wiele wskazuje na to, że nie chce tworzyć wspólnoty, w której jest miejsce na różnorodność. Wystarcza jej mała grupka wiernych zwolenniczek i szybko pozbywa się z otoczenia każdego, kto reprezentuje odmienne poglądy. Jej siostrami są więc wyłącznie takie kobiety, które nie ośmielają się podważać jej autorytetu.

"Wolność, równość, siostrzeństwo" (lub odpowiednio "braterstwo") – to słowa, których znaczenie warto przemyśleć za każdym razem, gdy chce się budować wspólnotę. Przykład Domu Bab-Jag pokazuje bowiem, że od rozumienia tych słów może zależeć sukces projektu, który zakłada wspólne zamieszkiwanie. Oczywiście przy pytaniach o znaczenie poszczególnych słów trudno nie zastanowić się, co w ogóle znaczy "znaczyć". Są na przykład tacy, którzy twierdzą, że znaczenie zależy od rozumienia, a rozumienie z kolei zależy od interakcji z otoczeniem fizycznym i innymi ludźmi. To jednak już temat na zupełnie inny tekst...

Źródło: blog "Mieszkać inaczej" Krystyna Szurmańska

Zobacz cały artykułKomentarze: 0