Można spędzić w Nowym Jorku lata i nigdy nie natknąć się na osiedle Ganas – jest ono bowiem położone na Staten Island, czyli w dzielnicy typowo mieszkaniowej, której nie odwiedzają nawet nowojorczycy z innych dzielnic, a co dopiero turyści. Można też mieszkać na Staten Island, codziennie przechodzić przez Ganas i nie zdawać sobie z tego sprawy. Taki scenariusz jest możliwy, ponieważ osiedle nie jest w żaden sposób wyodrębnione z reszty zabudowy ani oznakowane. To po prostu zespół 8 domów kooperatywnych, które na pierwszy rzut oka wyglądają jak zwykłe budynki jednorodzinne. Z domami jednorodzinnymi niewiele jednak mają wspólnego. Nie dość że mieszka w nich w sumie ponad 70 niespokrewnionych osób, to jeszcze ludzi tych różni niemal wszystko: od wieku, przez wykształcenie, wyznanie, rasę i płeć, po przekonania polityczne. Nie można wskazać jednej ideologii, która byłaby im bliska –ideologią nie jest bowiem zwyczajna chęć, by żyć w otoczeniu przyjaznych sąsiadów i spotykać się z nimi regularnie, np. na wspólnych posiłkach. Jak to więc możliwe, że pomimo wszystkich różnic, które dzielą mieszkańców, Ganas działa już ponad 30 lat i ciągle się rozwija?

Widok na Manhattan ze Staten Island. Po prawej charakterystyczny pomarańczowy prom, który kursuje między tymi dwiema dzielnicami Nowego Jorku.

Widok na Manhattan ze Staten Island. Po prawej charakterystyczny pomarańczowy prom, który przez całą dobę kursuje między Staten Island i Manhattanem.


Historia Ganas sięga roku 1979, kiedy to sześcioro przyjaciół kupiło dom za pieniądze, które jeden z nich otrzymał w spadku. Nie było wówczas żadnych planów, by tworzyć osiedle – założyciele Ganas po prostu zdecydowali się zamieszkać razem i zobaczyć, co z tego wyniknie. Z czasem pojawiły się kolejne osoby zainteresowane mieszkaniem w domach kooperatywnych. Wspólnota zaczęła stopniowo powiększać się o nowych członków, a także o kolejne domy kupowane na ich potrzeby. Ponieważ udało się nabyć kilka sąsiadujących budynków, zlikwidowano płoty odgradzające poszczególne działki i tak powstała spora przestrzeń wspólna z ogrodem i basenem. W każdym domu wygospodarowano też pomieszczenia przeznaczone dla wszystkich mieszkańców: siłownię, biblioteczkę, dużą jadalnię do wspólnych posiłków, warsztat z narzędziami, itp. Kiedy Ganas stało się osiedlem, założyciele stanęli przed wyzwaniem: jak rozwiązać kwestię własności domów oraz sprawnie zorganizować codzienne życie we wspólnocie liczącej już nie sześć, ale kilkadziesiąt osób?

Domy i wspólny ogród.

Domy i wspólny ogród.


Ciekawie rozwiązana została kwestia własności. Mieszkańcy zostali podzieleni na 3 grupy w zależności od stopnia zaangażowania w życie wspólnoty. Powstała grupa główna (core group), rozszerzona grupa główna (extended core group) oraz grupa zwykłych mieszkańców. Członkami grupy głównej stały się osoby, które są najbardziej zaangażowane we wspólnotę i działają jako jej zarząd. Na stronie internetowej Ganas można przeczytać, że: "Grupa główna obecnie składa się z pięciu mężczyzn i pięciu kobiet [...]. Ludzie ci nie tylko poświęcają cały swój czas i wszystkie talenty, ale też dzielą się ze sobą dobrami materialnymi. Zobowiązują się również do wymiany myśli, odczuć oraz uwag. Grupa jest otwarta na nowych członków, ale – ponieważ wymaga sporego zaangażowania pod względem czasu i zasobów – niewiele osób chce do niej dołączyć". Członkowie grupy głównej nie pracują poza wspólnotą, a do tego są właścicielami wszystkich budynków oraz firm prowadzonych przez Ganas. O firmach będzie jeszcze mowa, ale na razie warto zauważyć, że domy nie są współwłasnością wszystkich mieszkańców. Zamiast tego należą do spółki uformowanej przez członków grupy głównej. Spółka ta zawiera umowy najmu z pozostałymi mieszkańcami, którzy płacą za pokoje oraz usługi związane z organizacją codziennego życia.

Jedno z wielu pomieszczeń wspólnych - w każdym domu jest przynajmniej jeden taki salon.

Jedno z wielu pomieszczeń wspólnych – w każdym domu jest przynajmniej jeden taki salon.


Przeciętnie miesięczny czynsz wynosi niecałe 800 dolarów, przy czym kwota ta może być mniejsza lub większa w zależności od powierzchni zajmowanego pokoju. Jak na nowojorskie standardy nie są to duże pieniądze, zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę, co wchodzi w zakres usług, do których każdy mieszkaniec ma dostęp, a które wliczone są w cenę najmu. Po pierwsze Ganas zapewnia swoim mieszkańcom niemal pełne wyżywienie. Pięć razy w tygodniu członkowie ekipy kucharskiej przygotowują wspólne obiady w formie szwedzkiego stołu. Obiady są dostępne w głównej jadalni przez około 2 godziny i składają się z kilku dań, wśród których każdy może znaleźć coś dla siebie. Ponieważ mieszkańców nie łączy przywiązanie do określonego rodzaju diety, to podawane są potrawy zarówno mięsne, jak i wegańskie, wegetariańskie czy bezglutenowe. Niewykorzystane jedzenie trafia do wspólnej lodówki, która okazuje się przydatna zwłaszcza w te dni, kiedy nie ma obiadów w głównej jadalni. Oprócz lodówki wypełnionej jedzeniem z obiadów są jeszcze inne wspólne lodówki – po jednej w każdym domu. Trafiają do nich składniki potrzebne do przygotowywania pozostałych posiłków, a ich zaopatrywaniem zajmuje się ekipa zakupowa. Jeśli mieszkaniec stwierdza, że czegoś w takiej lodówce brakuje, to zapisuje nazwę produktu na karcie potrzeb przyczepionej do drzwi lodówki. Ekipa zakupowa sprawdza każdą kartę przynajmniej raz dziennie, więc zwykle jeszcze tego samego dnia brak jest uzupełniany. Wyjątkiem są sytuacje, gdy mieszkaniec prosi o produkt bardzo drogi – wtedy ekipa zaznacza na karcie, że nie mieści się on w budżecie Ganas, a mieszkańcowi nie pozostaje nic, jak tylko kupić go sobie z własnej kieszeni. Warto podkreślić, że nie istnieje obowiązek, by dzielić się jedzeniem zakupionym za własne pieniądze. W każdym domu stoją bowiem dwie lodówki: oprócz tej wspólnej jest jeszcze druga, przeznaczona na jedzenie "prywatne". Ekipa zakupowa dostarcza nie tylko produkty żywnościowe, ale też i inne przedmioty potrzebne do codziennego życia. Należą do nich chociażby podstawowe kosmetyki, środki czystości i artykuły papiernicze. Mieszkańcy nie muszą się więc martwić o proszek do prania, zapas papieru do drukarki czy pastę do zębów. Oprócz tego ich czynsz uwzględnia wszelkie media (w tym internet) oraz usługi związane z bieżącą konserwacją budynków oraz utrzymaniem terenów wspólnych. Kto zapewnia te wszystkie usługi? Czy opierają się one wyłącznie na bezpłatnej pracy wszystkich mieszkańców?

Jeden z pokoi prywatnych.

Jeden z pokoi prywatnych.


Ciekawym rozwiązaniem kwestii usług jest podział mieszkańców na pracowników (workers), którzy wykonują odpłatną pracę na rzecz Ganas, oraz płatników (payers), którzy odpłatnej pracy nie wykonują i po prostu płacą pełny czynsz. Podział ten istnieje do pewnego stopnia niezależnie od wspomnianego wcześniej podziału na grupę główną, rozszerzoną grupę główną oraz grupę zwykłych mieszkańców. Choć wszyscy członkowie grupy głównej to pracownicy, to w rozszerzonej grupie głównej oraz w grupie zwykłych mieszkańców znaleźć można zarówno pracowników, jak i płatników. Płatnicy pracują poza wspólnotą, a w Ganas wykonują wyłącznie pracę nieodpłatną w wymiarze kilku godzin w tygodniu. Nieodpłatna praca ma na celu zaangażowanie płatników w codzienne życie osiedla i obejmuje proste prace, które nie wymagają wielkiego wysiłku: drobne porządki, zmywanie naczyń, itp. Płatnicy nie są delegowani do zadań trudniejszych i bardziej czasochłonnych, ponieważ takimi pracami zajmują się pracownicy, którzy otrzymują od Ganas zapłatę. Zapłata idzie na poczet czynszu – pracownicy na część etatu płacą więc odpowiednio mniejszy czynsz, a osoby zatrudnione na pełen etat nie płacą go wcale. Dodatkowo pełnoetatowi pracownicy otrzymują od Ganas kieszonkowe w wysokości około 300 dolarów miesięcznie. Większość mieszkańców to płatnicy, a pracowników jest około dwudziestu. Niektórzy pracownicy zajmują się obsługą bieżącego życia wspólnoty: gotowaniem, sprzątaniem, konserwacją budynków, utrzymaniem terenów wspólnych, zakupami, księgowością, itd. Inni pracują w firmach prowadzonych przez Ganas. Jak już wspomniałam, członkowie grupy głównej są właścicielami nie tylko budynków mieszkalnych, ale też i przedsiębiorstw. Obecnie należą do nich trzy sklepy o wspólnej nazwie "Every Thing Goes". Pierwszy z nich to sklep z używanymi meblami, w drugim sprzedawane są używane ubrania, a trzeci to połączenie księgarni, kafejki internetowej i lokalnego centrum kultury. Dochody ze sklepów trafiają do spółki, której wyłącznymi udziałowcami są członkowie grupy głównej. Pieniądze te przekazywane są następnie na potrzeby Ganas. Co ciekawe, spółka będąca właścicielem sklepów istnieje oddzielnie od spółki, do której należą budynki mieszkalne. Dlaczego tak jest?

Jedno z przedsiębiorstw należących do Ganas (zdj. z Wikipedii).

Księgarnia należąca do Ganas (zdj. z Wikipedii).


Temat finansów Ganas stanowił jedną z głównych kwestii omawianych w trakcie obiadu dla gości, w którym uczestniczyłam w zeszłym miesiącu. Członkowie grupy głównej tłumaczyli mi wtedy, że odrębne spółki istnieją po to, by odpowiednio kształtować zyski i możliwie jak najbardziej obniżać należne podatki – podobno w granicach prawa. Pomimo tych wyjaśnień nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że struktura finansowa Ganas jest wyjątkowo złożona. Nie było to tylko moje wrażenie, ponieważ podzielali je zwykli mieszkańcy, którzy nie zajmują się na co dzień księgowością. Ludzie ci mówili, że nie rozumieją, w jaki dokładnie sposób finansowana jest wspólnota, ale jednocześnie nie ukrywali, że nie mają czasu ani ochoty się tym interesować. Kiedy członkowie grupy głównej zostali zapytani, czy są gotowi wytłumaczyć zwykłym mieszkańcom, na czym polega struktura finansowa Ganas, zapewnili, że tak. Stwierdzili, że każdy mieszkaniec jest mile widziany na spotkaniach poświęconych przychodom i wydatkom wspólnoty, które odbywają się dwa razy w miesiącu. Wszyscy mieszkańcy mogą uczestniczyć nie tylko w dyskusjach na tematy finansowe, ale też w wielu innych spotkaniach dotyczących kwestii organizacyjnych. Najważniejsze z takich spotkań odbywają się pięć razy w tygodniu od 7:45 do 9:45 i służą omawianiu wszelkich problemów, które wiążą się z życiem w Ganas. Jak piszą mieszkańcy na stronie internetowej: "To wtedy dyskutujemy o problemach w firmach i między nami, analizujemy ukryte motywy i strategie obronne, zastanawiamy się, w jaki sposób się porozumiewamy (lub nie) we wszelkich sprawach, które nas dotyczą". Poranne spotkania są okazją do pracy nad poprawą komunikacji we wspólnocie; wtedy też podejmowane są decyzje w kluczowych kwestiach. Najważniejsze decyzje są zwykle wypracowywane drogą konsensusu, choć czasem dopuszcza się możliwość głosowania. Nieco inaczej rzecz się ma w przypadku bieżących spraw. Decydują o nich zazwyczaj koordynatorzy poszczególnych elementów życia we wspólnocie, przy czym nie podejmują swoich decyzji zupełnie samowolnie – zawsze konsultują je z pozostałymi mieszkańcami. Na stronie Ganas można przeczytać, że: "Praktycznie każdy może być koordynatorem jakiegoś obszaru działania i tym samym mieć prawo do podejmowania decyzji z nim związanych – pod warunkiem, że jest gotowy wziąć za ten obszar odpowiedzialność".

Mieszkańcy Ganas na spotkaniu w głównej jadalni.

Mieszkańcy Ganas na spotkaniu w głównej jadalni (zdj. z geo.coop).


Odpowiedzialność wydaje mi się jednym z pojęć, które są najistotniejsze dla Ganas. To od stopnia, w którym dany mieszkaniec bierze odpowiedzialność za wspólnotę, zależy, czy zostaje zaliczony do grupy głównej, rozszerzonej grupy głównej czy grupy zwykłych mieszkańców. Największą odpowiedzialność biorą na siebie członkowie grupy głównej, bo to oni są siłą napędową Ganas i właścicielami powiązanych spółek. Nieco mniejsza odpowiedzialność spoczywa na członkach rozszerzonej grupy głównej, którzy mniej lub bardziej regularnie uczestniczą w porannych spotkaniach, a tym samym biorą udział w procesie podejmowania decyzji. Najmniej odpowiedzialności ciąży na zwykłych mieszkańcach – wystarcza, że płacą czynsz i pomagają w drobnych pracach, ale nie muszą się przejmować strukturą finansową wspólnoty ani uczestniczyć w czasochłonnych dyskusjach służących wypracowywaniu konsensusu. Zróżnicowanie stopnia odpowiedzialności wśród mieszkańców stanowi według mnie jeden z dwóch podstawowych kluczy do sukcesu Ganas. Osiedle przyciąga wielu zainteresowanych, ponieważ jest otwarte zarówno dla osób, które chcą się całkowicie poświęcić życiu wspólnotowemu, jak i dla tych, którzy wolą stać z boku i się za mocno nie angażować. Z jednej strony mieszkają tam więc założyciele pierwszego domu, którzy od ponad 30 lat mocno angażują się w pracę na rzecz wspólnoty. Z drugiej zaś strony można wskazać mieszkańców, którzy płacą czynsz, ale praktycznie nie mieszkają w wynajmowanych pokojach, bo większość życia spędzają na podróżach po świecie. Ganas przyjmuje i jednych, i drugich. Jakie są warunki dołączenia do wspólnoty? To nic trudnego. W Ganas może zamieszkać każda osoba, która nie ma problemu z używkami, jest w stanie płacić regularnie czynsz i akceptuje cztery reguły: "1. Zakaz przemocy w stosunku do ludzi lub rzeczy; 2. Zakaz życia na czyjś koszt (każdy jest zobowiązany, żeby wydajnie pracować albo opłacać koszty swojego życia); 3. Zakaz nielegalnej działalności (w tym posiadania nielegalnych środków odurzających); 4. Jeśli ktoś jest niezadowolony ze wspólnoty lub innych mieszkańców, ma obowiązek przedstawić swoją skargę na forum grupy, gdzie można omówić problem i rozwiązać go z udziałem ludzi, których skarga dotyczy". Czwarty punkt regulaminu pokazuje, jak duży nacisk kładzie się w Ganas na efektywną komunikację. Mieszkańcy cały czas pracują nad tym, by ulepszać metody porozumiewania się w grupie. Tę dbałość o jakość komunikacji uważam za drugi klucz do sukcesu Ganas – obok zróżnicowania stopnia odpowiedzialności, jaką poszczególne osoby ponoszą za wspólnotę.

Gazetka Energy wydawana przez mieszkańców Ganas.

Gazetka "Energy" wydawana przez mieszkańców Ganas.


W Ganas odbywa się wiele wydarzeń, które służą budowaniu lepszych relacji między mieszkańcami. Oprócz dyskusji w ramach porannych spotkań organizowane są warsztaty dotyczące, na przykład, umiejętności słuchania i przyjmowania krytyki. Wszystkie warsztaty bezpośrednio odnoszą się do problemów zaobserwowanych w Ganas, ponieważ prowadzą je sami mieszkańcy. Członkowie wspólnoty nie widzą potrzeby, by zapraszać mediatorów czy psychologów z zewnątrz – wolą sami wypracowywać takie metody komunikacji, które są możliwie najlepiej dopasowane do ich potrzeb. Kiedy organizują specjalne wydarzenia, to informują o nich na łamach gazetki "Energy". Gazetka służy integracji wspólnoty – zawiera zaproszenia na warsztaty, imprezy urodzinowe, koncerty odbywające się w księgarni "Every Thing Goes", itp. Jest w niej też miejsce na dłuższe teksty, co oznacza, że każdy mieszkaniec może napisać do niej artykuł, by podzielić się przemyśleniami czy relacją z podróży. Często zdarza się, że mieszkańcy, którzy wyjeżdżają na dłużej, podnajmują swoje pokoje. Dzięki temu Ganas niemal zawsze dysponuje wolnymi pokojami, które udostępnia gościom w cenie 45 dolarów za noc (w co wliczone jest wyżywienie i wszystkie dodatkowe usługi, które przysługują pozostałym mieszkańcom). Jeśli ktoś jest zainteresowany Ganas, ale nie chce zostawać na noc, to może przyjść na piątkowy obiad, w czasie którego mieszkańcy chętnie odpowiadają na wszelkie pytania. Udział w takim obiedzie jest całkowicie bezpłatny – wystarczy zapowiedzieć się mailowo.

Źródło: Blog "Mieszkać inaczej" Krystyna Szurmańska

Zobacz cały artykułKomentarze: 0

SPOTKANIE MAJOWE MIŁOŚNIKÓW
OKRĄGŁEGO MIASTECZKA 1-3 MAJA 2015 R.


Miejsce: Opolnica 33 obok Barda Śląskiego

Gospodarstwo agroturystyczne - Dom nad srebrną rzeką


ORGANIZATORZY

Okrągłe Miasteczko

WWW.OKRAGLEMIASTECZKO.NET


PIĄTEK 1 MAJA

  • 12:00 - 14:00 Wizje Okrągłych Miasteczek - prezentacja domów kopułowych i metod budowy, projektów domów, przykłady Smart City na świecie.
  • 14:00 - 16:00 Przerwa obiadowa.
  • 16:00 - 18:00 Cohousing jako socjokreatywny styl życia - nasze doświadczenia, portal cohousingowy COHOTO, zalety organizowania życia w grupie.
  • 18:00 Czas wolny na dyskusje.


SOBOTA 2 MAJA

  • 10:00 - 12:00 Spotkanie z naturą - wyjście do lasu, w góry.
  • 12:00 - 14:00 Prezentacja Okrągłego Miasteczka - Feniks Smart City, fundacja, projekt.
  • 14:00 - 16:00 Przerwa obiadowa.
  • 16:00 - 18:00 Duchowość - system wartości, wierzeń i przekonań.
  • 20:00 Ognisko i dyskusja - mile widziane instrumenty.


NIEDZIELA 3 MAJA

  • 10:00 Przestawienie Twojej wizji Okrągłego Miasteczka - dyskusje, rozmowy.
  • 12:00 Dla chętnych spływ kajakami i wycieczki górskie.


Informacje dodatkowe:

  • ognisko 5 zł/osobę,
  • możliwość zarezerwowania noclegów w Opolnicy,
  • koszt udziału w wydarzeniu - tyle ile czujesz,
  • e-mail i telefon kontaktowy na plakacie poniżej.



Spotkanie majowe 2015 Okrągłe Miasteczko


Zobacz cały artykułKomentarze: 2

W 1989 roku Yuri i Tamara Bajkous sprzedali mieszkanie w Petersburgu, by zamieszkać w głębi białoruskiego lasu. Do dziś żyją tam w prostej szopie, bez elektryczności, kanalizacji i bieżącej wody. Z cywilizacją łączy ich tylko radio na baterie i sporadyczne wyprawy na targ w oddalonym o 15 kilometrów mieście. Nie promują swojego stylu życia – nie piszą na ten temat książek, ani nie prowadzą bloga, na którym można by śledzić ich codzienne perypetie. Skąd więc o nich wiem? W zeszłym roku Yuri i Tamara stali się bohaterami "Szczęśliwych ludzi", krótkometrażowego dokumentu autorstwa Victora Asliuka. Film zdobył pewien rozgłos, kiedy zakwalifikował się do programu konkursowego Festiwalu Filmów Dokumentalnych "Cinéma du Réel". W ten sposób natknęłam się na niego w Paryżu, gdzie miałam okazję obejrzeć wersję z angielskimi napisami. Potem udało mi się wyszukać na Youtubie oryginał bez napisów. Nawet jeśli nie zna się języka białoruskiego, to warto rzucić okiem na pierwsze pięć minut "Szczęśliwych ludzi". Można dzięki temu przekonać się, w jak skrajnym minimalizmie żyją Yuri i Tamara.



Kiedy oglądałam "Szczęśliwych ludzi", przez cały czas czekałam na jakiś sygnał, który wskazywałby na ironiczny wydźwięk tytułu. Wcześniej w opisie filmu wyczytałam o bohaterach, że "ich marzenia i oczekiwania szybko zostały skonfrontowane z białoruską rzeczywistością". Spodziewałam się więc, że reżyser potraktuje Yuriego i Tamarę z dużym dystansem i że summa summarum okażą się oni ludźmi nieszczęśliwymi. Tymczasem okazało się inaczej. Reżyser – wbrew temu, czego się spodziewałam – nie dokonał dekonstrukcji mitu o życiu blisko natury. Nie pokazał swoich bohaterów jako naiwnych mieszczuchów, którzy marzą o spokojnym życiu z dala od cywilizacji, a ostatecznie stają się prymitywnymi nędzarzami pozbawionymi nawet podstawowych wygód. Jacy są więc według niego Yuri i Tamara?


Dom Yuriego i Tamary (zrzut ekranu z Youtube'a).

Dom Yuriego i Tamary Bajkous  (zrzut ekranu z Youtube'a).


Z filmu wynika, że bohaterowie świadomie wybrali minimalistyczny styl życia i równie świadomie się takiego stylu trzymają. Yuri śmieje się, gdy reżyser pyta go, czy jest szczęśliwy. Mówi, że tego rodzaju pytania są dobre dla ludzi w mieście, bo to oni mają aspiracje. To im zależy, żeby mieć nowy dywan czy samochód – jemu natomiast wystarcza myśl, że zdołał przeżyć kolejny dzień. Miastowi wydają się budzić w nim politowanie. Kpi z ich pragnień i zauważa, że przecież nikt nie jest w stanie zabrać do grobu zgromadzonych przedmiotów. Krytykuje z jednej strony materializm, a z drugiej coraz większe lekceważenie, z jakim ludzie odnoszą się do przyrody. Brak śniegu w zimie postrzega jako znak drastycznego zaburzenia naturalnego porządku i zapowiedź apokalipsy, która zmiecie ludzkość z powierzchni ziemi.


Choć film wyraźnie pokazuje, że standard życia Yuriego i Tamary jest bardzo niski, to jednak nie powstaje wrażenie, że bohaterom czegoś do szczęścia brakuje. Wręcz przeciwnie – wydaje się, że są zadowoleni ze świętego spokoju, który uzyskują dzięki trzymaniu się z dala od cywilizacji. Ich spokój przypomina nawet trochę spokój stoickich mędrców. Podobnie jak to czynili stoicy, Yuri i Tamara wyrzekają się pokus i pragnień, które zaburzają harmonię wewnętrzną. Można więc pomyśleć, że osiągają stan sławionej przez Senekę "beznamiętności", czyli "apatii".


Yuri przygotowuje obiad (zrzut ekranu z Youtube'a).

Yuri Bajkous przygotowuje obiad (zrzut ekranu z Youtube’a).


Czy jednak rzeczywiście Yuri i Tamara są stoickimi mędrcami i czy warto im zazdrościć prostego życia w białoruskim lesie? Po obejrzeniu "Szczęśliwych ludzi" wysłuchałam rozmowy z reżyserem filmu i dowiedziałam się, że on trochę swoim bohaterom zazdrości. Ja jednak podobnej zazdrości nie odczułam i to nie tylko dlatego, że jestem przywiązana do takich zdobyczy cywilizacyjnych, jak pralka czy internet. Najistotniejsza wydaje mi się kwestia odpowiedzialności społecznej, która sprawia, że Yuri i Tamara nie do końca realizują stoicki ideał życia. Jak pisze Tatarkiewicz w "Historii filozofii":

Etyka stoików, wbrew odmiennym pozorom, była natury społecznej; ich obojętność dla dóbr nie była obojętnością dla ludzi (…). Każdy człowiek należy do różnych grup, węższych i szerszych, i ma wobec nich obowiązki. Te obowiązki opasują go niby koła koncentryczne coraz szersze, których on jest ośrodkiem. Te koła to własne ciało, krewni, towarzysze, naród. Ostatnie, najszersze koło obejmuje całą ludzkość.

O ile stoicy poczuwają się do odpowiedzialności za innych, to Yuri i Tamara podchodzą do pozostałych ludzi z obojętnością lub (w przypadku miastowych) z lekkim lekceważeniem. Odcinają się od społeczeństwa radykalnie – sami praktycznie niczego od niego nie biorą, ale też nic mu nie dają.

Pomimo że obojętność, z jaką bohaterowie "Szczęśliwych ludzi" traktują ludzkość, nie jest dla mnie specjalnie atrakcyjna, to jednak muszę przyznać, że ich postawa jest uczciwa. Ponieważ sami rezygnują z odpowiedzialności za innych, to nie oczekują, że ktokolwiek poczuje się za nich odpowiedzialnych i nie chcą od innych pomocy. Tym samym reprezentują model minimalizmu, który można opatrzyć kodem "0:0": zero dawania i zero brania.

Jakie są inne modele minimalizmu? Jak łatwo zgadnąć, ich kody to "0:1" i "1:1". Model "0:1" jest chyba najwygodniejszy, bo polega na tym, że nic się społeczeństwu nie daje, ale korzysta się z jego pomocy, kiedy zachodzi taka potrzeba. Dobrym przykładem osoby, która wydaje się żyć według tego modelu, jest John Wells. Ten starszy pan kiedyś pracował jako fotograf w Nowym Jorku, a obecnie mieszka na małej, samowystarczalnej energetycznie farmie pośrodku teksańskiej pustyni. Mieszkanie w dużej odległości od innych ludzkich siedzib nie oznacza w jego przypadku izolacji. Choć Wells chwali się, że żyje z dala od cywilizacji, to chętnie korzysta z internetu i codziennie zamieszcza swoje przemyślenia na blogu zatytułowanym "The Field Lab". Sprzeczności w myśleniu Wellsa jest więcej. W artykule dla The New York Times twierdzi chociażby, że lubi być sam:

Nie potrafię sobie wyobrazić, że nie mieszkam sam. Nie podoba mi się wizja dostosowywania do kogoś mojego planu dnia. Nie ma dla mnie znaczenia, jakie by się z tym wiązały korzyści.


John Wells

John Wells (zdj. z frugal-living.freeedom.com)


W tym samym artykule pojawia się jednak anegdota, z której wynika, że Wells nie potrafi zaakceptować konsekwencji, jakie wiążą się z samotnym życiem. Opowiada o pracy przy kontenerach, z których zbudowana jest jego farma:

Kiedy dostarczono kontenery pomyślałem sobie: “Co się stanie, jeśli drzwi się zatrzasną, a ja zostanę uwięziony w środku?” Patrzyłem w górę na kratownice i obawiałem się, że z nich spadnę. Zdałem sobie wtedy sprawę, że kamera internetowa jest środkiem bezpieczeństwa. Ktoś zawsze na mnie patrzy.


Dom Johna Wellsa

Dom Johna Wellsa (zdj. z frugal-living-freedom.com)


Jak widać, Wells nie ma nic przeciwko, żeby obserwowali go inni, kiedy może się okazać, że będzie potrzebował ich pomocy. We wszelkich innych sytuacjach tych samych ludzi traktuje jednak jako zawadę, ograniczenie ukochanej wolności. Wzbrania się przed odpowiedzialnością nie tylko za drugiego człowieka, ale nawet za miejsce, w którym żyje. Mówi, że postanowił przeprowadzić się do Teksasu, ponieważ "była to tak mała inwestycja, że gdyby nie wypaliła, to mógłbym dać sobie z nią spokój". Jego filozofię życiową można w skrócie opisać jako: minimum zaangażowania, maksimum wolności. Stąd pewnie bierze się upodobanie, z jakim komunikuje się ze światem za pośrednictwem bloga. Dzięki "The Field Lab" ma możliwość, by z jednej strony swobodnie wyrażać siebie, a z drugiej by wchodzić tylko w takie interakcje, które nie obciążają go poczuciem odpowiedzialności za innych ludzi. Może brać od społeczeństwa w miarę potrzeb, a przy tym nie dawać w zamian praktycznie nic poza internetowymi notkami i filmikami, które wydają się służyć bardziej podbudowywaniu ego autora niż dzieleniu się jakąkolwiek wiedzą.


Oczywiście przypadek Wellsa jest skrajny i nie ma podstaw, by twierdzić, że każdy minimalista, który korzysta z internetu, robi to z egoistycznych pobudek. Bardzo często jest wręcz przeciwnie: wielu minimalistów świadomie decyduje, że nie chce odcinać się od nowoczesnych środków komunikacji, ponieważ zależy im, by działać dla dobra ogółu. Jednym z nich jest Mark Boyle, autor takich książek, jak "The Moneyless Man" i "The Moneyless Manifesto". Boyle na poważnie zaangażował się w promocję minimalizmu w roku 2007, kiedy to doszedł do wniosku, że "pieniądze doprowadzają do zaniku więzi między człowiekiem a jego działaniami". Myśl ta skłoniła go do założenia Freeconomy Community, czyli internetowego serwisu umożliwiającego bezpłatne dzielenie się umiejętnościami i przedmiotami (obecnie działającego pod nazwą Streetbank).


Mark Boyle

Mark Boyle (zdj. z collaborativeconsumption.com)

Serwis szybko zdobył sporą popularność, a Boyle ciągle pracował nad jego rozwojem. W roku 2008 pojawiła się u niego myśl, by spróbować życia zupełnie bez pieniędzy, a tym samym stanął przed pytaniem: czy powinien odciąć się od nowoczesnych środków komunikacji, ponieważ korzystanie z nich pociąga za sobą pewne koszty? Ostatecznie zdecydował, że będzie dalej używać komputera i internetu, by realizować swoje zobowiązania wobec użytkowników Freeconomy Community. Zrezygnował więc z ideologicznej czystości planowanego eksperymentu po to, by być bardziej użytecznym dla innych.


Przyczepa, w której Mark Boyle mieszkał przez ponad 2 lata

Przyczepa, w której Mark Boyle mieszkał przez ponad 2 lata (zdj. z theguardian.com)


Eksperyment Boyle’a się udał. Przez dwa i pół roku mieszkał bez pieniędzy w przyczepie kempingowej, przy czym korzystał z pewnych dóbr, które nie są darmowe (np. z internetu – opłacanego przez właścicieli farmy, na której pracował). Dzięki temu, że nie odciął się całkowicie od cywilizacji, udało mu zdobyć popularność i przyciągnąć do siebie ludzi zainteresowanych podobnym modelem życia. Z ich pomocą zorganizował wiele bezpłatnych wydarzeń, na przykład Freeconomy Feastival 2009, w ramach którego można było posłuchać koncertów, wziąć udział w różnego rodzaju warsztatach i zjeść trzydaniowy obiad. Z czasem jednorazowe inicjatywy przestały Boylowi wystarczać i pomyślał sobie, że świetnie byłoby uruchomić centrum kulturalno-edukacyjne, gdzie wszystkie atrakcje byłyby dostępne za darmo. Brzmi to jak mrzonka?

Może i projekt Boyle’a wydaje się utopijny, ale wszystko wskazuje na to, że uda się go urzeczywistnić w Galway na zachodzie Irlandii. Serwis permaculture.co.uk obwieścił bowiem niedawno, co następuje: "Mark Boyle stał się współzałożycielem pierwszego pubu bez pieniędzy. The Happy Pig będzie częścią An Teach Saor, czyli małego gospodarstwa permakulturowego opartego na idei gospodarki podarunku. Już niedługo The Happy Pig zacznie oferować darmowe warsztaty, darmową edukację, darmowe zakwaterowanie i, oczywiście, darmowy alkohol".

Skąd nazwa "The Happy Pig", czyli "Szczęśliwa świnia"? Z jednej strony jest to nawiązanie do historii budynku (który kiedyś pełnił funkcję chlewa), a z drugiej aluzja do angielskiego powiedzenia "Would you rather be a happy pig or a miserable philosopher?" ("Czy wolałbyś być szczęśliwą świnią czy nieszczęśliwym filozofem"). Boyle i pozostali inicjatorzy projektu wolą to pierwsze i dlatego próbują stworzyć "miejsce, gdzie ludzie mogą się rozwijać, budować więzi społeczne, a także dzielić się zarówno praktycznymi umiejętnościami, które pomagają żyć w zdrowszej relacji do całego świata, jak i ideami, które leżą u podstaw takich transformacyjnych zmian. Ma to być miejsce, gdzie wszyscy możemy odkrywać w sobie szczęśliwe świnie".


Tak wygląda obecnie The Happy Pig

Tak wygląda obecnie The Happy Pig (zdj. z permaculture.co.uk)


Z informacji dostępnych w internecie wynika, że projekt jest już na ukończeniu. Kiedy patrzy się na zdjęcie niemal gotowego budynku, trudno nie zadać sobie pytania o to, w jaki sposób Boyle przeszedł od utopijnej wizji do namacalnych efektów. Wydaje mi się, że kluczem do sukcesu było z jednej strony jego ogromne zaangażowanie, a z drugiej otwartość na współpracę z innymi. Boyle nie tylko przeznaczył na The Happy Pig wszystkie dochody ze swoich książek, ale też przyciągnął do projektu wiele innych osób. Z pomocą wolontariuszy zdołał wyremontować chlew, a dzięki kampanii crowdfundingowej zebrał pieniądze na instalacje i wyposażenie wnętrza przyszłego centrum darmowej edukacji i kultury. Nowoczesne środki komunikacji posłużyły mu więc do realizacji celu, który ma przynieść korzyści całej społeczności.



Inaczej niż to było w przypadku bohaterów "Szczęśliwych ludzi" i Johna Wellsa, Boyle nie tylko nie odciął się od całkowicie od cywilizacji, ale wykorzystał jej zdobycze do wytwarzania społecznego dobra. Tym samym stał się wzorcowym realizatorem idei minimalizmu "1:1" – minimalizmu, w którym człowiek pozbywa się niepotrzebnych przedmiotów, ale nie odcina się od społeczeństwa i nie wyzbywa się odpowiedzialności za dobro innych.


Źródło: blog "Mieszkać inaczej", Krystyna Szurmańska

Zobacz cały artykułKomentarze: 0

Kontury Kultury, we współpracy z The Zeitgeist Movement, zapraszają serdecznie w ramach Globalnego Dnia Świadomości na premierę filmu "The Choice is Ours".

  • Czy możliwa jest alternatywa dla dzisiejszych systemów politycznych i ekonomicznych?
  • Jaki mogą mieć w tym udział metody naukowe i technologie?
  • Czy możemy skupić się na współpracy zamiast rywalizacji?
  • Jak zmienić swoją rzeczywistość już dzisiaj?

Nowe podejście do rozwiązywania problemów dzisiejszego świata: zrozumieć przyczyny zamiast łatać skutki. Chcesz wiedzieć jak? Zapraszamy na spotkanie!

The Zeitgeist Movement to największy na świecie oddolny ruch na rzecz społecznych przemian jakich można dokonywać w oparciu o metody naukowe i najnowsze technologie, proponujący jako jedną z alternatyw obecnego systemu monetarnego, Gospodarkę Opartą na Zasobach (Resources-Based Economy).

Zeitgeist " (rzeczownik) termin stworzony przez niemieckiego filozofa oznacza "duch dziejów" lub "duch epoki". Wyrażenie to odnosi się do stanu intelektualnego i kulturowego panującego w danym czasie na świecie.

Podczas spotkania przewidziany drobny poczęstunek.
Wstęp wolny!



Gdzie:
Kontury Kultury
ul. Kazimierza Jagiellończyka 10a,
50-240 Wrocław


Kiedy: 14.03.2015, godzina 18:00

Zobacz cały artykułKomentarze: 0

Gospodarka Dobra Wspólnego i liderka tego ruchu w Polsce - Mira Machnicki


Zobacz cały artykułKomentarze: 0

Większość Polaków popiera ideę równości płci. Pod stwierdzeniem: „Kobieta i mężczyzna w równym stopniu dzielą się obowiązkami zawodowymi i rodzinnymi” podpisuje się 65% Polaków i 78% Polek (dane z książki „Matka Feministka” Agnieszki Graff). Niestety postępowość widoczna w słownych deklaracjach nie przekłada się na życie codzienne. W polskich domach podział obowiązków ma dalej mocno tradycyjny charakter, a zmiany w tej materii zachodzą bardzo powoli. Według danych z 2013 roku, każdego dnia przeciętna Polka poświęca na prace domowe 3 godziny 41 minut, podczas gdy przeciętnemu Polakowi tego rodzaju prace zajmują ponad godzinę mniej: 2 godziny 19 minut. Co ciekawe, pod względem zaangażowania w sprzątanie i gotowanie, współczesny polski mężczyzna nie różni się specjalnie od Polaka sprzed 30 lat. Jak informuje Michał Gąsior z portalu natemat.pl: "Obowiązki domowe zajmują dziś mężczyznom 9 minut dłużej dziennie niż w 1984 roku." Czy można w jakiś sposób przyspieszyć proces zmian, tak by równość płci w sferze domowej stała się czymś więcej niż pustą deklaracją?

Wiele pomysłów na poprawę sytuacji adresowanych jest do władz państwowych i pracodawców. Zainteresowanych tymi pomysłami odsyłam do wspomnianej już książki Agnieszki Graff "Matka feministka" (a zwłaszcza do rozdziału "Parytety to za mało"). Sama chciałabym się tymczasem skupić na kwestii, która wydaje się nie istnieć w polskiej dyskusji nad równością płci, a która jest według mnie bardzo ciekawa. Kwestią to jest związek między poszczególnymi rozwiązaniami kwestii mieszkaniowej a równością kobiet i mężczyzn. Jak nietrudno zgadnąć, zaangażowanie kobiet i mężczyzn w obowiązki domowe różni się w zależności od tego, czy mieszkają oni w pałacu ze służbą, czy w anarchistycznym squacie. Różnic tych nikt chyba jednak w Polsce nie bada, nikt też nie zastanawia się nad rozwiązaniami mieszkaniowymi, które najbardziej sprzyjają równości płci.

Jak sugerują zagraniczni badacze, jednym z godnych uwagi rozwiązań jest cohousing. W artykule "Design for gender equality – the history of cohousing ideas and realities" można znaleźć wyniki badań Williama Michelsona, który przyjrzał się cohousingom oraz tradycyjnym osiedlom pod kątem ilości oraz podziału prac domowych. Okazało się, że mieszkańcy cohousingów spędzają na pracach domowych znacznie mniej czasu niż mieszkańcy konwencjonalnych osiedli. Mniej czasochłonne jest dla nich na przykład gotowanie, ponieważ często organizują wspólne posiłki.


Wspólny posiłek w osadzie Twin Oaks

Wspólny posiłek w osadzie Twin Oaks (zdj. ze strony internetowej Twin Oaks).


Jak zauważył Michelson, cohousingi różnią się od konwencjonalnych osiedli nie tylko nakładem prac domowych, ale też ich podziałem. Spośród wszystkich badanych osiedli to szwedzki cohousing Prästgårdshagen okazał się być miejscem, w którym ojcowie spędzają z dziećmi stosunkowo najwięcej czasu. Z badań Michelsona wynikło również, że czas spędzany z dziećmi przez matki jest mniejszy w Prästgårdshagen niż na konwencjonalnych osiedlach. Czy można na tej podstawie wysnuć wniosek, że cohousingi stanowią siedliska zbyt mocno wyemancypowanych kobiet, które zostawiają swoje dzieci na pastwę losu, przez co mężczyźni są zmuszeni przejąć obowiązki związane z opieką? Choć taka konkluzja nasunęłaby się pewnie konserwatystom, to jednak Michelson zinterpretował swoje obserwacje inaczej. Zasugerował, że w cohousingach dzieci nie muszą znajdować się pod ciągłą opieką matek, ponieważ nic im nie grozi, kiedy bawią się w obrębie wspólnotowego ogrodu czy placu zabaw, to jest bezpiecznej przestrzeni, którą nie dysponują konwencjonalne osiedla. W cohousingach opieka nad dziećmi jest z jednej strony mniej czasochłonna, z drugiej zaś równiej podzielona między ojców i matki.

Ciekawy przykład wspólnoty zorganizowanej zgodnie z ideą równości płci w sferze obowiązków domowych stanowi amerykańska osada Twin Oaks (Wirginia). Nie jest to typowy cohousing, ponieważ jej członków wiążą znacznie silniejsze więzi niż te, które zwykle łączą mieszkańców cohousingu. O ile cohousing to sąsiedzka wspólnota mieszkaniowa, której członkowie z reguły są dla siebie tylko sąsiadami, a pracują poza wspólnotą, to mieszkańcy Twin Oaks wspólnie zarówno mieszkają, jak i pracują. Dzięki temu że cała praca odbywa się w ramach wspólnoty, jej członkowie mogą decydować, co definiują jako pracę, a także określać sposób, w jaki chcą dzielić się obowiązkami. Mieszkańcy Twin Oaks pracują około 42 godziny w tygodniu. Sami wybierają rodzaj pracy, który najbardziej im odpowiada, i decydują, że chcą się zajmować np. uprawą ziemi, opieką nad dziećmi, gotowaniem lub pracami budowlanymi. Co ważne, obowiązki domowe, takie jak zmywanie naczyń czy robienie zakupów, uznawane są za pracę na równi z pracą w tradycyjnym rozumieniu tego słowa, na przykład z wytwarzaniem hamaków, które trafiają na sprzedaż. Nie ma podziału na zadania "męskie" i "kobiece" – wszystkie rodzaje prac są wykonywane zarówno przez kobiety, jak i przez mężczyzn.


Wspólna praca kobiet i mężczyzn w osadzie Twin Oaks

Wspólna praca kobiet i mężczyzn w osadzie Twin Oaks (zdj. ze strony internetowej Twin Oaks).


Prawdę mówiąc, wątpię, żebym dożyła czasów, kiedy w Polsce powstanie wspólnota choć w połowie tak radykalna jak Twin Oaks. Może jednak mniej rewolucyjne rozwiązania w postaci cohousingów zdobędą u nas z czasem popularność i przyczynią się do poprawy wskaźnika zaangażowania mężczyzn w prace domowe. Sądzę, że Matki Polki nie miałyby nic przeciwko.


Źródło: Krystyna Szurmańska, blog Mieszkać Inaczej.


Zobacz cały artykułKomentarze: 0

Ekoosada Bardo - odbudowa domu

Opublikowane przez: COHOTO, 9 lat temu,  1070

Dom w Ekoosadzie BardoEkoosada Bardo potrzebuje Waszego wsparcia! Właśnie, na PolakPotrafi ruszyła akcja zbiórki pieniędzy na postawienie pierwszego domu ze słomy i gliny w ekoosadzie, który będzie z otwartością gościł wszystkich darczyńców i wspierających ten projekt. Już dziś możesz wziąć w tym udział i zaprosić do niego wszystkich swoich znajomych, aby każdy mógł dołożyć symboliczną cegiełkę. W ramach wdzięczności Paweł oferuje nagrody ze swojego gospodarstwa, oprócz tego dołączyli się do niego przyjaciele, którzy też mu zaoferowali swoje nagrody, aby każdy mógł znaleźć coś dla siebie.

Pokażmy, że w grupie siła i razem zbudujmy nowy świat!



Wywiad z Pawłem w Niezależnej Telewizji:


Zobacz cały artykułKomentarze: 0

Zapraszam do zapoznania się z cyklem odcinków z Międzynarodowej Konferencji na temat Cohousingów, która odbyła się we Wrocławiu 11 czerwca 2014, o której pisaliśmy tutaj.

1. Co-housing - Wprowadzenie - Marian Ferenc



2. Co-housing - ASIS - Lorenzo Scirocco


3. Co-housing - KOLLEKTHIVUS NU - Dick Urban


4. Co-housing - Polish Governance Institute - Aldona Wiktorska-Święcka


6. Co-housing - Wrocławskie Kooperatywy WUWA2 - Karolina Woźniak


7. Co-housing - Doradca Prezydenta Wrocławia ds. Seniorów - Walentyna Wnuk (Magdalena Wnuk-Olenicz)


8. Co-housing - Ekspert od cohousingu, właścicel Studia Projektowego Stripedhouse - Dawid Cieślik


9. Co-housing - Fundacja Aktywny Senior - Marian Ferenc


10. Co-housing - Stypendystka Uniwersytetu w Michigan - Jessica Robbins


11. Co-housing - Fundacja Teraz Życie - Ryszard Krygier


12. Co-housing - Wrocławskie Centrum Seniora - Robert Pawliszko


13. Co-housing - UK COHOUSING NETWORK - Melanie Nock


14. Co-housing - Portal Popowice Wrocław - Tomasz Kapłon


15. Co-housing - Integracja osób niepełnosprawnych - Dick Urban


16. Co-housing - O Wrocławskim Forum Miejskim - Joanna Lebiedzińska


17. Co-housing - Co-housing w bloku - Jerzy Lech



Zobacz cały artykułKomentarze: 0

Temat: Patriarchat - Matriarchat

https://www.youtube.com/watch?v=Kys31XVqNXs


Konwent Wiedzy Alternatywnej w Gdańsku

https://www.youtube.com/watch?v=KNmDRriuiMU


Warsztat w trakcie Konwentu Wiedzy Alternatywnej w Gdańsku

https://www.youtube.com/watch?v=Sz_t_bMKNUo


https://www.youtube.com/watch?v=zDhCDgHNwAQ



Zobacz cały artykułKomentarze: 1

"Przebudzeni" w Dwóch Lampach

Opublikowane przez: Slava, 9 lat temu,  901

Serdecznie zapraszamy na imprezę benefitową dla stowarzyszenia "Przebudzeni", zajmującego się niesieniem pomocy dla osób osadzonych w zakładach karnych.
"Przebudzeni" pomagają więźniom jak mogą, często sięgają do własnej kieszeni po niezbędne pieniądze, ale ich ciągle mało. Artykuły higieniczne i spożywcze, odzież, książki, karty telefoniczne - to wszystko kosztuje. Sama korespondencja z więźniami wymaga pieniędzy na chociażby znaczki pocztowe.
Prócz prezentacji samego stowarzyszenia odbędzie się projekcja filmu dokumentalnego pt.: "Dźwięki Ciszy", o praktyce więźniów w polskich zakładach karnych.

Przewidujemy również wegański poczęstunek.

Datki na stowarzyszenie będą dobrowolne. Wszystkie zebrane pieniądze zostaną przekazane stowarzyszeniu.
Po oficjalnym wydarzeniu planujemy afterparty, podczas którego grać dla nas będzie Rootsman Majkel.

Przebudzeni:
fanpage: https://www.facebook.com/przebudzeni?fref=ts
strona: http://przebudzeni.org/witamy/

Link do wydarzenia na facebooku: https://www.facebook.com/events/337138416441335/?fref=ts

Impreza odbędzie się w Dwóch Lampach przy ulicy Męcińskiego 25 we Wrocławiu.

Zobacz cały artykułKomentarze: 0